... zostałam sama, bo Bejbe znowu wyjechał na tydzień, może dlatego wczoraj miałam takie parcie na żarcie??? w sumie w porównaniu z moimi ubiegłorocznymi sjestami kompulsowymi nie wchłonęłam aż tak dużo: 4 jajka ze stopionym na wierzchu serem, 3 wafle ryżowe {bo tylko tyle mi zostało}, 10 suszonych fig, kilkanaście słonych paluszków i malutkich pracelków, 200 gr nerkowców {które uwielbiam najbardziej ze wszystkich orzechów}, garść rodzynek i musli czekoladowego { bio, słodzone syropem zbożowym i zabarwiane kakao bez grama prawdziwej czekolady, na którą miałam jednak okrutną ochotę, ale w domu żadnych jej okruszków stety nie wynalazłam}... to wszystko... tak mnie to nasyciło, że zrezygnowałam z pomysłu upieczenia worka frytek z zamrażarki i wpałaszowania ich z majonezem ;)))
... a teraz siedzę w stroju joggingowym od rana i czekam na zakręcenie kurka z deszczem, który siąpi od momentu, w którym otworzyłam drzwi gotowa do biegania... wRRRRRRR...
... właśnie przed chwilą wyjrzałam przez moje okno na ponury świat... nie pada, jakem ja very rada, bo me ciało biegać się domaga, więc sprzed kompa moja dooopka spada... yuuuuuhooo ...
... a teraz siedzę w stroju joggingowym od rana i czekam na zakręcenie kurka z deszczem, który siąpi od momentu, w którym otworzyłam drzwi gotowa do biegania... wRRRRRRR...
... właśnie przed chwilą wyjrzałam przez moje okno na ponury świat... nie pada, jakem ja very rada, bo me ciało biegać się domaga, więc sprzed kompa moja dooopka spada... yuuuuuhooo ...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz