no to zaczęła się jazda. wczoraj plan wdrożenia surowej diety zaczęłam od skończenia na śniadanie plaka owsianego z poprzedniego dnia, ponieważ nie lubię marnotrawstwa i wyrzucania dobrych rzeczy, ale potem już udeptywałam ścieżki na nowo odkrywanego raw food. za to od dzisiaj jestem już na całego "zapchana" surowizną. to dziwne jak niezbyt dużo zjadłam a czuję naprawdę przesycenie, które jest zresztą widoczne ponieważ mam lekko wzdęty brzuch. przed śniadaniem obowiązkowo szklanka wody z rozpuszczoną łyżeczką pyłku kwiatowego, później dwa jabłka i na obiad surówka z cykorii i innych warzyw, wymieszana z majonezem zrobionym z namoczonych i zmiksowanych z wodą ziaren słonecznika i orzechów nerkowca. po ok. 3 godzinach po posiłku łyknęłam 6 tabletek spiruliny i godzinę po niej wypiłam świeży sok z bio selera naciowego i jabłka + sok z całej cytryny. na kolację przed nocką pożrę surówkę z warzyw, wymieszaną z rozgniecionym avocado, do pracy zabieram jej pozostałą resztę.
w swojej przygodzie z surowizną nie zrezygnuję jednak z nasion i orzechów jak uczynił to Tim van Orden wymieniony przeze mnie w poprzednim poście, one dostarczą mi odpowiedniej liczby kalorii adekwatnej do mojego intensywnego trybu życia {ze względu na sport i pracę af kors ;D}. nie mam więc jakiegoś fanatycznego podejścia do tego experymentu. jem również suszone owoce i dodaję do sałatek puszkowaną kukurydzę czy bio groszek ze słoika. liczy się dla mnie przede wszystkim stan mojego ciała i ducha "po" i w trakcie. jak na razie zrodziło się we mnie entuzjastyczne podejście do tego co robię i nie mogę się doczekać kolejnych odkryć smakowych, ponieważ świat surowych kombinacji i połaczeń daje nieograniczone wręcz możliwości experymentowania, choć nieraz najprostsze zestawienia są najsmaczniejsze i przede wszystkim lżejsze do strawienia niż chaotyczny misz masz.
a kusicielskich podszeptów a propo zakazanych fast foodów jak do tej pory brak {na szczęście}. jakiejś olbrzymiej fali energetycznej jeszcze nie poczułam ale nastawiam się na jak najbardziej pozytywne efekty.
dziś uzupełniłam swoje surowe zapasy i doszłam do przekonania, że wychodzi z tego całkiem droga zabawa, tymbardziej, że staram się choć połowę rzeczy kupowac BIO, ale ze względu na ich zawrotną cenę, w koszyku lądują również "normalne" warzywa tuczone chemikaliami, nie oszukujmy się, taka jest niestety szara rzeczywistość... zamierzam jednak upolować w przyszłości jakiegoś bio-rolnika i się u niego zaopatrywać, bo sklepowe ceny doprowadzić mnie mogą jeśli nie do bankructwa to na pewno do uszczuplenia budżetu. a poniżej moje dzisiejsze łupy:
dziś rano dokończyłam też oglądanie świetnego flimu o zmianie diety na surową przez Paula Nisona. warto obejrzeć wszystkie części, żeby zapoznać się z jak najwięszką ilością informacji na ten temat. pomimo iż wszystkich odcinków jest aż 9, to na szczęscie Paul wciąga w oglądanie swoim poczuciem humoru i niesamowitą historią uzdrowienia. szczerze polecam, wystarczy kliknąć w filmik, żeby znaleźć się na witrynie youtube i obejrzeć wszystkie części:
w swojej przygodzie z surowizną nie zrezygnuję jednak z nasion i orzechów jak uczynił to Tim van Orden wymieniony przeze mnie w poprzednim poście, one dostarczą mi odpowiedniej liczby kalorii adekwatnej do mojego intensywnego trybu życia {ze względu na sport i pracę af kors ;D}. nie mam więc jakiegoś fanatycznego podejścia do tego experymentu. jem również suszone owoce i dodaję do sałatek puszkowaną kukurydzę czy bio groszek ze słoika. liczy się dla mnie przede wszystkim stan mojego ciała i ducha "po" i w trakcie. jak na razie zrodziło się we mnie entuzjastyczne podejście do tego co robię i nie mogę się doczekać kolejnych odkryć smakowych, ponieważ świat surowych kombinacji i połaczeń daje nieograniczone wręcz możliwości experymentowania, choć nieraz najprostsze zestawienia są najsmaczniejsze i przede wszystkim lżejsze do strawienia niż chaotyczny misz masz.
a kusicielskich podszeptów a propo zakazanych fast foodów jak do tej pory brak {na szczęście}. jakiejś olbrzymiej fali energetycznej jeszcze nie poczułam ale nastawiam się na jak najbardziej pozytywne efekty.
dziś uzupełniłam swoje surowe zapasy i doszłam do przekonania, że wychodzi z tego całkiem droga zabawa, tymbardziej, że staram się choć połowę rzeczy kupowac BIO, ale ze względu na ich zawrotną cenę, w koszyku lądują również "normalne" warzywa tuczone chemikaliami, nie oszukujmy się, taka jest niestety szara rzeczywistość... zamierzam jednak upolować w przyszłości jakiegoś bio-rolnika i się u niego zaopatrywać, bo sklepowe ceny doprowadzić mnie mogą jeśli nie do bankructwa to na pewno do uszczuplenia budżetu. a poniżej moje dzisiejsze łupy:
dziś rano dokończyłam też oglądanie świetnego flimu o zmianie diety na surową przez Paula Nisona. warto obejrzeć wszystkie części, żeby zapoznać się z jak najwięszką ilością informacji na ten temat. pomimo iż wszystkich odcinków jest aż 9, to na szczęscie Paul wciąga w oglądanie swoim poczuciem humoru i niesamowitą historią uzdrowienia. szczerze polecam, wystarczy kliknąć w filmik, żeby znaleźć się na witrynie youtube i obejrzeć wszystkie części:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz