sobota, 9 kwietnia 2011

mój prywatny cichy i podstępny wróg nr 1: stres!!!

przeczytałam kilka dni temu swojego całego bloga i .......................................................................
i  przeraziłam się monotematycznością moich smętów: wiecznie tylko "upadłam, ale na szczęście jest lepiej niż w ubiegłym roku, bla, bla, bla..." albo "znowu prażka, ale przynajmniej następnego dnia wracam na dobrą drogę, bla, bla, bla... " lub "te czekoladki były tak zdesperowane wołaniem: zjedz mnie, zjedz, że nie mogłam pozwolić dać im przeżyć, mniam, mniam, mniam..."

w międzyczasie mojego smęcenia ukończyłam jednak 90 dni P90X {z dość dużymi przerwami w treningach} i od stycznia tego roku regularnie biegam. zmian w wyglądzie ciała wielkich nie ma z jednego konkretnego powodu: brak dobrej diety i wieczne dogadzanie sobie!!! pomimo obietnic i przyrzeczeń żadnej nie dotrzymałam odkładając decyzje na później..... gdybym tego nie spisała, nie mogłabym się teraz ze swojej niekonsekwencji śmiać na całego, co właśnie robię :DDDDDDDD

postanawiam więc więcej w ten sposób nie smęcić.... tymbardziej, że świadomość, że ktoś to może przeczytać powinna trzymać mnie teraz na baczności, żeby nie robić z siebie po raz kolejny idiotki, choć z drugiej strony każdy czasem struga głupka, więc ja się za bardzo tym wszystkim nie przejmuję ;))))))))

ale przejdę do meritum: otóż kilka dni temu w pracy dopadły mnie nieprzyjemne skurcze serca. z początku przypisywałam to przemęczeniu i wysiłkowi w kieracie, ale kiedy serce zaczęło mnie boleć w sytuacjach nie związanych z wysiłkiem zrobiłam się bardziej podejrzliwa i gdybym nie wyczytała w internecie nigdy w życiu nie uwierzyłabym, że to z powodu stresu. fakt, wkurzają mnie nieraz ludzie z którymi pracuję, Condessa i Caballero są wybitni pod tym względem, ale żeby te negatywne nastroje, które mnie czasem stadami atakowały nosiły imię STRESU.... nigdy bym na to nie wpadła......

cóż, nawet moja ulubiona pani dr Gillian pisze w swojej książce "Jesteś tym co jesz", że nielubiana praca może wywoływać stres, który powoduje wydzielanie do krwioobiegu szkodliwych substancji, które sprawiają, że jesteśmy wyczerpani, zirytowani i drażliwi. ponadto stres pozbawia organizm witamin i minerałów upośledzając przez to funkcje trawienne i spowalnia metabolizm.... no nieźle, co???

kiedy na sters nie możemy nic poradzić i sytuacja jest długotrwała ma to bardzo niekorzystny wpływ na organizm. przysadka mózgowa {zarządzająca całym układem hormonalnym ciała} wysyła do nadnerczy związek chemiczny, który pobudza wydzielanie adrenaliny i innych szkodliwych hormonów stresu, które cały czas krążą we krwi jeśli sytuacja stresowa jest długofalowa. w konsekwencji prowadzi to do ryzyka zwiększenia cukru we krwi, ciągłego zmęczenia, nadmiernego obciążenia nadnerczy i przyboru masy ciała...

ale co jest najśmieszniejsze: nawet KOFEINA!!! której pełno jest w mojej ulubionej kawie, czekoladzie czy coli powoduje wydzielanie adrenaliny, zwiększając tym samym poziom stresu :OOOO u osób uzależnionych od kofeiny dochodzi do wyczerpania nadnerczy, które produkuja hormony stresu zaburzające przemianę materii, dlatego nadmiar kofeiny może być przyczyną przyboru masy ciała, jeśli do tego nieprawidłowo się odżywiamy. spożywanie zbyt dużej ilości kofeiny ma takie same skutki jak długofalowy stres.

a jak mogę temu zaradzić poprzez dietę??? otóż okazuje się, że niektóre pokarmy mają składniki żywnościowe wspomagające funkcje nadnerczy, pierwszy w kolejce jest seler naciowy!!! zawiera on bowiem związki uspokajające {imid i niacyny}, a gałązka selera naciowego zjedzona przed położeniem sie do łóżka może nawet poprawić sen. kolejnymi pokarmami działającymi "odstersowująco" są: pestki słonecznika, bogate w potas, cynk i witaminy z grupy B, brążowy ryż, dzieki wolnowchłaniającym się węglowodanom pomaga zapoczątkować proces wydzielania związków dających odczucie przyjemności: serotoniny i norepinefryny. hitem wśród pokarmów przeciwdziałających skutkom stresu są algi, które zawierają 60% białek, utworzonych ze wszystkich potrzebnych nam 8. aminokwasów egzogennych. algi pomagają oczyścić wątrobę i ułatwiaja usuwanie toksyn, obniżając tym samym poziom stresu. ja zaopatruję się w spirulinę w tabletkach i łykam po 5 sztuk każdego dnia!!!

a oto dalsza lista korzystnych produktów dla zminimalizowania stresu: migdały, kapusta, owoce jagodowe, nasiona sezamu, ogórki, szparagi, czosnek i awokado.... a dlaczego??? zbyt dłuuugo by pisać, lepiej zajrzeć do ksiązki: "Jesteś tym, co jesz". szczerze ja polecam. ładnie wydana i zawiera mnóstwo cennych rad.

a więc to Pan Stres zaczaił się podstępnie i zaatakował moją biedną somę i psyche. coż, postanowiłam znowu zmienić perspektywę, z której obserwuję siebie i ludzi w pracy i doszłam do wniosku, że nie mam wcale tak najgorzej i nie powinnam tak szybko ulegać emocjom i wpadać w podły nastrój....

te obserwacje szybko przyniosły oczekiwane pozytywne zmiany a ja z całkiem nowym podejściem zaczęłam ponownie próbowac zrozumieć innych i miec więcej cierpliwości. każdy ma wady ale i każdy zasługuje na to, żeby być szczęśliwym, więc koniec z moimi humorami!!! to naprawdę drobnostka, że Condessa się leni, młoda Essa jest drażniąco nadgorliwa, mistrz zmiany ma sprośnie głupie poczucie humoru a Caballero cielęcym wzrokiem za mną wodzi.... poza tym nie mam ochoty, żeby z nimi dyskutować, ale z drugiej strony kiedy nikt się do mnie nie odzywa jestem na nich zła, że myślą tylko o sobie..... phiiiiiiiiiiiii, ale tak naprawdę to nie są jakieś poważne powody, żeby marnować swoje zdrowie... zbyt dużo wymyślam pierdół a potem się nimi stresuję!!!!

ale już zmądrzałam i od razu lepiej mi się zaczęło pracować. taki remanent muszę robić co kilka dni, ponieważ szybko zapominam o moich przemyśleniach. a prawdę powiedziawszy ta praca nie jest taka zła i co najważniejsze daje mi duże możliwości finansowe, których sporą część mogę poświęcić na przyjemności, dziś np. w postaci dwóch świeżutkich par butów do mojej kolekcji składajacej się z 50. 60. 70. par??? hmmm....  nie wiem.... kiedyś wszystkie policzę, żeby mieć większe rozeznanie ;)))


1 komentarz:

  1. Hm. We mnie, od lat, szaleje kortyzol... O nadnerczach nie będę wspominać.

    Unikaj stresu! Może to i egoistyczne, ale w większości warto jest mieć to, co dzieje się naokoło nas w *****. Sami dla siebie powinniśmy być najważniejsi, i już!

    A buty i torebki to moja słabość... ;)

    Dubi...IsBack

    OdpowiedzUsuń