środa, 22 grudnia 2010

czyżby to było dzisiaj???

wstałam dziś w podłym nastroju. znowu zostaję na święta sama i świadomość, że dziś moje jedyne ukochane Bejbe opuszcza mnie  spowodowała wodospady łez. ale że typy neurotyczne nie trwają długo w określonym stanie tylko nakrecają się na przeżywanie krańcowych emocji smutek szybko wyparował ustępując miejsce uldze, że mogę robić wszystko co mi się podoba nie musząc odgrywać scen wymuzonej i sztucznej radości ze świąt, które swoją magię utraciły dawno temu, w czasach dzieciństwa... postanowiłam więć odkręcić mimo wszystko zawór z serotoniną i po wskoczeniu w gimnastyczne ciuszki zaczęłam pociskać na skakance przy akompaniamencie ulubionych videoklipów... już po pierwszych 5. minutach byłam wniebowzięta... jakie to zadziwiajace, jak dużo radości może przynieść takie zwykłe skakanie... to naprawdę działa!!!

a na koniec małe rozciąganko i wyciszenie w stylu iście wampirowskim, bo ostatnio przesiaduję po nocach szukając natchnienia {w lodówce przede wszystkim, lol} do tak pożądanych przeze mnie zmian!!!

a może wystarczy pooglądać sobie bez grama zawiści {taaaa... lol 2} popis Salmy, żeby wyrwać się z matni lenistwa i obżarstwa??? decyzje jeszcze nie zapadły, bo ciężko będzie mi przetrwać te święta bez Niego nie pocieszając się jakimiś zapychaczami... hmm... nie zapowiadam, że nie wyladuję z pudełkiem czekoladek przy jakiejś komedii romantycznej chlipiąc do poduszki nad bidnym losem brzydkiej i porzuconej ;) ... łoki doki, a teraz raz jeszcze Salma w swojej cudownej odsłonie, aaaaach :)

                             


ps. noooo dobra, trochę mnie jednak w boku kłuje to jej cholernie idealne ciało, to FUCK!!!T

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz