poniedziałek, 14 lutego 2011

Herr Schmerz

              

... no to umierałam, ale nie z powodu sportowego zacięcia, nie z powodu hektolitrów kropel potu, które studziłyby rozgrzaną wysiłkiem do czerwoności skórę... powód mojej agonii był żałosny aczkolwiek zasłużony!!! a dobrze mi tak!!! mogło jeszcze bardziej boleć, jeszcze dłużej trzymać mnie w uściskach cierpienia, żebym wreszcie zrozumiała, że 200 g bombonierka zapijana pepsi zero nie jest dla mojego ciała zdrową alternatywą na obiad... po którym to gwałtowne wyrzuty insuliny próbowały stoczyć walkę z hurtową ilością cukru, jaką sobie zaserwowałam... efektem tej rundy było zwycięstwo hormonu trzustkowego, jednakże nadmair insuliny spowodował niesamowicie szybkie zredukowanie poziomu cukru we krwi do minimum, zbyt minimalistycznego minimum, co zaskutkowało wyczerpaniem totalnym i nieplanowaną popołudniową drzemką. za to przebudzenie zaserwowało kolejną reakcję zszokowanego organizmu: głowa w potrzasku!!! w imadle bólu zaciskanego coraz skuteczniej powzięła natychmiastową decyzję: TLENU!!! godzinny spacer przyniósł chwilową ulgę, ale jego uwieńczeniem był skutecznie narastający, od wewnątrz czaszkę drążący , ten sam  bezwzględny i szorstki Herr Schmerz, kórego pojawienie sie na salonach zawsze wywołuje panikę...

godzina w objęciach Pana Schmerza to świadome pojawienie się skruchy, żalu za grzechy łakomstwa i mocne postanowienie poprawy... rozkoszna uczta podniebienia przekształciła się w konwulsyjne błaganie o litość i uwolnienie z więzów bólu!!! niby nic, ale taka nieplanowana godzina tortur potrafi skutecznie zniechęcić do tego, co wywołało tę makabryczną falę cierpienia. po odmówieniu "ave" do dwóch pigułek Nurofenu i powrocie do stanu tzw "normalności" rzec by sie chciało: "NEVER AGAIN" {never czekoladek & never więcej pain}!!! cóż, pożyjemy, zobaczymy, ale nauczka i asocjacja łacząca bombonierę z bólem pozostała głęboko w mózg wryta, tak że nie mam zamiaru wrócić prędko do wypasionego koryta ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz