oszalałam ostatnio na punkcie bloga "moje wypieki" i tak pochłonęło mnie przygotowywanie kilku przepisów, głównie na czekoladowe ciacha, że zaniedbałam moje noworoczne ascetyczne antyczekoladowe postanowienia :/// to nieznaczne poluzowanie w diecie usprawiedliwiam dodatkowo nadchodzącymi urodzinami, które wypadną dokładnie za tydzień w niedzielę, więc mam jeszcze czas na wprowadzenie radykalnych cięć, kiedy to ostatecznie wykluczę na dłuuuuuugi okres wszelkie "zamulacze" typu czekolada i masło... ale do tego czasu mogę jeszcze się porozkoszować tymi zakazanymi smakami chociaż po ostatniej hiper mega nadkonsumpcji brownies z mascarpone nastąpił czekoladowy przesyt... tak, tak, nawet w moim przypadku jest to jednak możliwe ;) ps. ciekawe na jak długo??? ha... ;)
... jeśli chodzi o moje odżywianie w nowym roku to na pewno nastąpiła zmiana: otóż zminimalizowało się moje kompulsowe objadanie się, które wystąpiło może tylko z 3 razy... i po każdej takiej sesji, na dzień następny wracałam już grzecznie do normalności... i nie było to robione na siłę, nie, po prostu sama czuję, że "przeżeranie się" nie służy mojemu ciału, niepotrzebnie je obciąża i jest mi na prawdę już emocjonalnie niepotrzebne... skąd ta zmiana??? dlaczego wcześniej nie mogłam z taką łatwością i lekkością zaprzestać procederu objadania się, który trwał nieraz tygodniami??? bo sama sobie na to pozwalałam, z pewnością sprawiało mi to doraźną przyjemność i na pewno wiązałam z przejściem na dietę i wyrzeczeniem się tych wszystkich pyszności więcej cierpienia aniżeli to, które było skutkiem przejedzenia się... ... ponoć ludzie więcej zrobią w celu uniknięcia cierpienia aniżeli sprawienia sobie przyjemności. dlatego teraz w moim umyśle funkcjonuje asocjacja, która łączy przejadanie się z cierpieniem, a zdrową dietę i sport z przyjemnością i dlatego z łatwością rezygnuję z desperackich aktów mega konsumpcji... wydaje się to takie proste, a człowiek dochodzi do takich refleksji przeżywając po drodze setki rozczarowań i upadków związanych z brakiem samokontroli. jednak gdyby nie te wcześniejsze rozterki i Mont Everesty problemów być może nigdy nie zaszłabym tak daleko jak teraz jestem??? rozumiem co to znaczy być uwięzionym w sieci uzaleźnień, jaką czuje się wtedy niemoc ale jednocześnie wiem, że dzięki tym PROBLEMOM poszukiwałam skutecznych rozwiązań, które pomogłyby mi wydostać się z więzienia, do którego na własne życzenie się pakowałam... i choć daleka jeszcze droga przede mną, to wiem, że właśnie ten rok będzie przełomowy i właśnie w tym roku i latach kolejnych będę żyła w taki sposób o jakim zawsze marzyłam... wiem o tym ponieważ powloutku już zaczynam tak żyć i podoba mi się to coraz bardziej ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz