wyruszyłam dziś do lasu na swoją stałą 9,5 km ścieżkę po której biega mi się wyśmienicie, ale pomimo dwóch dni odpoczynku od biegania nie mogłam poszczycić się świetną formą, wprost przeciwnie, wlokłam się bez entuzjazmu, marząc, żeby jak najszybciej dotrzeć do domu... biegłam 1godz.17 min ze średnim tętnem: 138... przypuszczam, że to jednak lekkie przetrenowanie i ciało daje mi do zrozumienia, żebym wyluzowała. fakt, w niedzielę miałam odpocząć ale jak dorwałam się do roweru to śmigałam przez 1:45 min i to wcale nie ślamazarnym tempem... nie będę jednak dalej walczyć z objawami tej chwilowej niemocy, jutro wykonam jeszcze workout na ramiona i plecy a potem do poniedziałku, przez 4 dni robię pauzę i zajmuję się oczyszczaniem ciała, kiedy to wiosenna pora jest ku temu najodpowiedniejsza. podsumowując mój marcowy dorobek biegaczki chwalę się sama przed sobą moimi 160. km wybieganymi. wiem, że stać mnie będzie w przyszłości na więcej, co zamierzam po krótkiej regeneracji sobie udowodnić.
ps. w pracy jazda na maxa, mam dość i jestem mega sfrustrowana, czasami praca jest bardziej wykańczająca aniżeli hardcorowy trening, który trwa godzinę, bo w kieracie musi człowiek zasuwać 8 godzin :///
ps. w pracy jazda na maxa, mam dość i jestem mega sfrustrowana, czasami praca jest bardziej wykańczająca aniżeli hardcorowy trening, który trwa godzinę, bo w kieracie musi człowiek zasuwać 8 godzin :///
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz