... zastanawia mnie czasem to uciążliwe niekiedy "trajkotanie" mojego umysłu i serfowanie po tak wielu tematach ... z zaskakującą prędkością potrafię zmienić kierunek myśli i już jestem w innym mieście, w innym kraju czy na obcej planecie... męcząca bywa ta zwiększona dynamika umysłu, kiedy myśli pędzą jak na autostradzie nie zważając na znaki, na ograniczenia, na zwężenia... zupełnie nieoczekiwanie pojawiają się znikąd uboczne wątki, skojarzenia, czasami sprzeczne ze sobą tezy albo niczym nie powiązane fakty, których nie potrafię wytłumić.... przesyt, nadmiar i przeciążenie systemu :/// tyle razy próbowałam podczas biegania tylko biec i nie myśleć... na próżno... umysł trajkocze za każdym razem... w pracy to samo... rozstrząsa, błądzi, rozbraja, duma albo na krótko zaznacza swoją obecność w danym temacie, żeby zaraz potem przeskoczyć na inny...
skąd taki dynamizm i hiperaktywność? one niczemu nie służą, czasem są zbyt męczące... kocham momenty, kiedy skupiam się na danej czynności zapominając o świecie, o sobie, o tym co muszę a co bym chciała lub czego nie powinnam ... wczoraj podczas przygotowywania posiłków na kolację udało mi się PRZYGOTOWYWAĆ POSIŁKI NA KOLACJĘ... tylko albo aż i nic więcej, żadnego serfowania po tysiącu zbędnych tematów, które zagracają moją głowę... może pomogła mi w tym piosenka Radiohead "lotus flower", którą wałkowałam na okrągło??? opętała mnie ostatnio na maxa :))) słucham po kilkadziesiąt razy pod rząd... rozluźnia mnie i przynosi ukojenie... płynę... jestem... nie myślę ...
czy ten rozgardiasz umysłowy to wynik nagromadzenia zbyt wielu nieprzetworzonych informacji, niespełnionych nadzieji, zmarnowanych szans, które krążą nade mną niczym demony przeszłości, próbując zwrócić na siebie uwagę, żebym w pierwszej kolejności zajęła się tym albo tamtym a najlepiej jeszcze owym???... ale dlaczego akurat teraz, po co i czemu z taką intensywnością??? wynikiem tego zamętu jest brak orientacji zupełnej... niby wiem dokąd zmierzam, ale nosi mnie po takich zaroślach i nieprzetartych szlakach myślowych, że aż strach samemu tamtędy się przedzierać....skąd taki dynamizm i hiperaktywność? one niczemu nie służą, czasem są zbyt męczące... kocham momenty, kiedy skupiam się na danej czynności zapominając o świecie, o sobie, o tym co muszę a co bym chciała lub czego nie powinnam ... wczoraj podczas przygotowywania posiłków na kolację udało mi się PRZYGOTOWYWAĆ POSIŁKI NA KOLACJĘ... tylko albo aż i nic więcej, żadnego serfowania po tysiącu zbędnych tematów, które zagracają moją głowę... może pomogła mi w tym piosenka Radiohead "lotus flower", którą wałkowałam na okrągło??? opętała mnie ostatnio na maxa :))) słucham po kilkadziesiąt razy pod rząd... rozluźnia mnie i przynosi ukojenie... płynę... jestem... nie myślę ...
a jak np. wytłumaczyć fakt pojawienia się dziś na nocce w pracy serii niezwiązanych ze sobą obrazów okraszonych myślowym kometarzem i to wszystko przewijane w tempie teledyskowym, z dynamiczno-chaotycznym montażem ... totalny abstrakcjonizm... niby to normalne, ale u mnie tego dużo za dużo... chcę ciszy i spokoju ... chcę medytacyjnego skupienia i braku myślenia...
jednym z przywołanych obrazów było wspomnienie Rodrigo Mendozy, handlarza niewolników, którego grał Robert de Niro w "Misji" i sceny taszczenia broni nad wodospady, które zamieszkują Indianie Guarani. jego wspinaczka to w istocie dźwiganie bagażu win, grzechów które odpuścić mogą jedynie osoby będące jego ofiarami - czyli Indianie ... zaiste, pokuta, którą sobie Mendoza narzucił i przebaczenie z rąk Guarani otworzyła przed nim bramy do nowego życia... "Misja" była 17 lat temu moim ulubionym filmem a słuchając muzyki Morricone z tego filmu wstępowałam do raju ...
skąd akurat teraz wspomnienie tej sceny znad wodospadów pokuty Mendozy ??? zapomniałam na wiele lat o tym filmie i o uczuciach jakie kiedyś we mnie wywoływał...
hmmm.... mogę przypuszczać iż pojawiło się to w moim umyśle nieprzypadkowo... pokuta w religii symbolizuje trudną praktykę, która prowadzi poprzez pokorę, post i zadumę do udoskonalenia i nawrócenia... czyżby to podświadomy znak z własnego wnętrza, że czas na wielkie nieuniknione zmiany, najwyższy czas wziąść się w garść, nie rozważać w nieskonczoność grzechów przeszłości, nie bujać nadmiernie w oparach przyszłości, nadszedł czas skupić się na teraźniejszości i zacząć to, co nigdy nie doprowadziłam do końca, bo "wielkim celem życia nie jest myślenie, lecz działanie" T.H.Huxley...
ps. a wracając do piosenki Readiohead "lotus flower" otóż w orientalnej kulturze lotos to kwiat posiadający wiele symbolicznych znaczeń. jego główną cechą jest to, że kwitnie w stojącej wodzie. dlatego też lotos postrzegany jest jako symbol czystości: mimo że kwitnie w mętnych wodach, pozostaje czysty i niewinny. a zwijając swe listki w ciemności oraz rozkwitając ponownie w pełnym słońcu, kwiat ten jest symbolem duchowego spełnienia. jest pewnego rodzaju objawieniem, pojawiając się na powierzchni pierwotnej wody. zwinięty pąk lotosu symbolizuje rozwój potencjału ukrytego w ziarnie, z którego się wywodzi....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz